Rewolucja - przetarg na antypodsłuch Wprost

Wychowani jesteśmy na filmach amerykańskich, gdzie główni bohaterowie używają skomplikowanych gadżetów elektronicznych do podsłuchiwania i nagrywania rozmów nawet z odległości kilkuset metrów a nawet więcej. Jednocześnie zapominamy, że w związku z upowszechnieniem się pod koniec XX wieku technik podsłuchu nastąpił także rozwój elektronicznych osłon, które maja chronić polityków przed próbami nagrania ich rozmów. Są one coraz bardziej wyrafinowane i zgodnie z rewolucyjną tezą przyjaciela Marksa – Engelsa napędzają gospodarkę innowacyjną.

 

Antypodsłuchy - motor innowacyjnej gospodarki

Dlatego też zamiast narzekać na podsłuchy, rząd polski powinien zainteresować się gadżetami elektronicznymi, które nagrywanie rozmów uniemożliwiają i w najbliższym czasie zorganizować zamknięty przetarg na – nazwijmy je w ten sposób - XWprost - urządzenie antypodsłuchowe. I tu pojawia się problem, bo jak ogłosić zamknięty przetarg – zamknięty czyli dla firm dopuszczonych przez państwo – w sytuacji, gdy w sferze informatyzacji panuje powszechna korupcja i całkowity brak bezpieczeństwa, ponieważ nie ma ani jednej polskiej firmy, która nie byłaby uzależniona od skorumpowanych amerykańskich gigantów informatycznych. Nie ma takiej możliwości, ponieważ wszyscy wiedzą z doświadczenia, że firma, która by przetarg wygrała, najprawdopodobniej swoje rozwiązania elektroniczne i informatyczne chciałaby by sprzedać gdzie indziej czyli rządom innych nawet wrogich Polsce – państw. W konsekwencji bardzo szybko np. Rosja wyprodukowałaby anty-antypodsłuch i znowu nasi politycy byliby bezbronni jak owieczki. W książce e-korupcja.pl opisałem nieprawdopodobne sytuacje panujące na styku biznes – administracja państwowa, która jako żywo przypomina sycylijską mafię.

 

e-posterunek - policyjna mafia

1 marca 2014 r. komendant główny policji nadinspektor. Marek Działoszyński zdecydował o zaprzestaniu wdrożenia projektu informatycznego e-posterunek, którego głównym zadaniem miało być usprawnienie pracy policjantów dochodzeniowo-śledczych. Decyzja ta została podjęta po opublikowaniu, jesienią 2013 roku, przez Najwyższą Izbę Kontroli druzgocącego raportu na temat realizacji projektu e-posterunek wykonywanego najpierw przez Biuro Łączności i Informatyki Komendy Głównej Policji a następnie przez Centrum Projektów Informatycznych (CPI) w MSWiA. Założenia aplikacji e-posterunek powstały w 2006 roku w Komendzie Głównej Policji pod nazwą - co jest bardzo dla dalszej analizy istotne - Elektroniczny Moduł Procesowy i co jeszcze ważniejsze prace programistyczne nad nim rozpoczęły się także w Biurze Łączności Informatyki KGP. Założenia funkcjonalne Elektronicznego Modułu Procesowego były bardzo proste. Główną funkcją aplikacji było opracowanie koncepcji oprogramowania komputerowego wspomagającego policjantów w wykonywaniu czynności dochodzeniowo-śledczych.

Przypominam czytelnikowi, że Elektroniczny Moduł Procesowy, tak nazywała się aplikacja realizowana przez informatyków z Biura Łączności i Informatyki Komendy Głównej Policji, zmieniła swoja nazwę na e-posterunek, kiedy jej wykonanie zostało przekazane Centrum Projektów Informatycznych w MSWiA. Ten fakt jest niezwykle istotny dla zrozumienia afery, która umożliwiła CBA wykrycie ogromnej skali korupcji obecnej w procesie informatyzacji administracji publicznej. Elektroniczny Moduł Procesowy czyli e-posterunek - w swych teoretycznych założeniach - miał więc przyspieszać postępowanie przygotowawcze i radykalnie ograniczyć papierkową robotę policjantów. Innymi słowy prawdziwy przełom w codziennej pracy policjantów śledczych, dodatkowo planowano połączenie elektroniczne tej aplikacji z systemami w prokuratorze, co niewątpliwie skróciłoby czas śledztwa, dochodzenia i ewentualnego procesu.

 

e-posterunek walczy z biurokracją

E-posterunek miał być także narzędziem do zwalczania wszechobecnej biurokracji, znany wszystkim z telewizji rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, zapowiadał w 2010 roku: „Dzisiaj biurokracja, na którą tak skarżą się policjanci, jest olbrzymia, chcemy by było jej mniej.” . To dzięki e-posterunkowi policja miała zamiar unieważnić w swych strukturach wszechobecne w biurokracji prawo Parkinsona, którego głównym założeniem był aksjomat, że urzędnicy przysparzają sobie nawzajem pracy, jedni drugim . E-posterunek dzięki swym pierwotnym założeniom mógł to prawo wyrugować.

Andrzej M. główny bohater infoafery w momencie mianowania go na dyrektora Centrum Projektów Informatycznych, zabiera z Biura Łączności Policji, gdzie był dotychczas dyrektorem, kody źródłowe Elektronicznego Modułu Procesowego, który jest de facto aplikacją znaną pod nazwą e-posterunek. Następnie przekazuje - gdybym powiedział kradnie kody źródłowe i je odsprzedaje, to brzmiałoby to bardziej zrozumiale - kody źródłowe Elektronicznego Modułu Procesowego firmie NetLine. W następnym kroku Centrum Projektów Informatycznych, którego dyrektorem jest Andrzej M. rozpisuje przetarg na realizację e-posterunku, wygrany w cuglach, dzięki zadziwiająca niskiej cenie - 245 tysięcy złotych, czyli praktycznie nic -, zaproponowanej za jego wykonanie przez, firmę NetLine, która w ofercie przetargowej przedstawia rozwiązania zawarte w Elektronicznym Module Procesowym.

 

Kto jest właścicielem kodów źródłowych?

Jednak to bynajmniej nie koniec afery z kodami źródłowymi wykonanymi przez informatyków z Biura Łączności i Informatyki Komendy Głównej Policji, bo oto 9 września 2009 ukazał się komunikat, że Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie zgłosiła do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Warszawie na VIII konkurs projektów rozwojowych z obszaru obronność i bezpieczeństwo wniosek o finansowanie projektu pt. "Budowa prototypu Elektronicznego Modułu Procesowego".

Funkcjonalne założenia projektu brzmią dziwnie znajomo: „Głównym celem projektu jest wypracowanie prototypu specjalistycznej aplikacji zapewniającej służbom kryminalnym, w ramach rejestracji kryminalnej i ewidencji dowodów, możliwość elektronicznego gromadzenia danych. /…/ Automatyzacja i standaryzacja wykonywanych czynności przyczyni się do eliminowania błędów i usprawnienia realizacji czynności w ww. obszarach. Efektem końcowym projektu będzie stworzenie w pełni funkcjonalnego narzędzia, tj. prototypu Elektronicznego Modułu Procesowego (EMP), wspomagającego uprawnione podmioty w wykonywaniu czynności dochodzeniowo - śledczych oraz rejestracyjnych na podstawie zidentyfikowanych wymagań dotyczących postępowania przygotowawczego wraz z niezbędną dokumentacją oraz infrastrukturą techniczną konieczną do obsługi ww. aplikacji przez operacyjnego funkcjonariusza Policji.”. Autorzy tego projektu nie zapominają jednak, że adresują go do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i dlatego w komunikacie pojawiają się pojęcia z dzisiejszej nowo-mowy informatycznej typu: innowacja procesowa, która - któż by śmiał wątpić - jest warunkiem innowacji organizacyjnej.

Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie, wspólnie z firmą NetLine zdobyła grant od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na wykonanie Elektronicznego Modułu Procesowego, wykonanego przedtem już w policji. Informatycy z Biura Łączności wyprodukowali pierwszy egzemplarz Elektronicznego Modułu Procesowego czyli włożyli w to najcenniejszy kapitał jakim są umiejętności programowania i testowania, następnie ich praca została - dzięki Andrzejowi M. - skopiowana przez firmę NetLine i sprzedana pod inna nazwa jako e-posterunek, państwu, które ją wykonało, a następnie - wspólnie z Wyższą Szkołą Policji w Szczytnie sprzedała - ten sam Elektroniczny Moduł Procesowy Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Do tej wyliczanki brakuje tylko tego, żeby firma NetLine opatentowała pracę informatyków z policji jako swój produkt i sprzedawała na rynku światowym e-posterunek, w końcu czynności śledcze we wszystkich państwach są podobne.

Trudne do uwierzenia, ale prawdziwe. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do książki e-korupcja.pl. Warto ją przeczytać a by się dowiedzieć, jak bezbronne jest nasze państwo. Z tego wynika, że III Rzeczpospolita, przy aktualnym poziomie korupcji, nie może zorganizować przetargu na antypodsłuch, jak w takim razie uchronić naszych polityków i przyszły rząd przed podsłuchami?

DrukujE-mail