e-wojna kto ją nam wypowiedział?

Dziennikarze nie zdają sobie sprawy, że kolejne rozmowy, które się publikuje są pociskami Putina wymierzone w nasz kraj. Kto ma informacje ten ma władzę, kto nagrywał rozmowy ministrów, ten wiedział po co to robi.

Afera taśmowa bawi opinie publiczną, ponieważ redakcja „Wprost” co jakiś czas publikuje fragmenty rozmów, których celem jest kompromitowanie polskich ministrów, a to zawsze cieszy jak się można pośmiać z prywatnych rozmów przedstawicieli rządu, bo okazuje się rozmawiają oni o polityce tak samo jak my. Afera taśmowa jest częścią „wojny informacyjnej”, którą wypowiedział naszemu krajowi prezydent Putin, jest też dowodem do jakiego stopnia „klasa medialna” jest skorumpowana, do jakiego stopnia w Polsce zaniknęło pojecie „dobra wspólnego” jakim jest państwo. Dlatego nasz portal analizuje kolejne odsłony tej afery, ponieważ jest ona pochodną e-korupcji i dotyczy także informacji, która dzisiaj zastępuje pociski, bomby i samoloty bojowe. Informacja jest bronią najgroźniejszą a w tej chwili trwa wojna miedzy Rosja i Polską, wojna informacyjna której role piątej kolumny pełnią dziennikarze i cała „klasa medialna” dla której słowo „niepodległość” przestało się liczyć. Dziennikarze nie zdają sobie sprawy, że kolejne rozmowy, które się publikuje są pociskami Putina wymierzone w nasz kraj. Kto ma informacje ten ma władzę, kto nagrywał rozmowy ministrów, ten wiedział po co to robi. Pierwsze pytanie jakie należy postawić brzmi: dlaczego taśmy opublikowano właśnie teraz czyli w tydzień po spotkaniu w Warszawie prezydenta Obamy z nowo wybranym prezydentem Ukrainy. Ten fakt był ogromnym sukcesem Polski i rządu, bowiem polityka ministra Sikorskiego wobec Ukrainy była niezwykle skuteczna i odniosła na świecie ogromny sukces.

Rewolucja ministra Sikorskiego

Dlaczego? Rewolucja Sikorskiego Rewolucja w polityce zagranicznej Tuska i Sikorskiego, jakiej byliśmy świadkami, od kilku miesięcy w związku z wydarzeniami na Ukrainie, była częściowo niezrozumiała przez opinie publiczną i całkowicie niezrozumiała przez ich kolegów z innych partii, co jest lekko kompromitujące. Na czym ta rewolucja polega i jakie są jej przyczyny? Przystąpienie Polski do UE wymusiło na naszych politykach naukę uzgadniania wielu – często sprzecznych – punktów widzenia z politykami europejskimi w celu osiągnięcia kompromisu. W sprawie Ukrainy zarówno Tusk jak i Sikorski natknęli się u swoich kolegów z Francji, Anglii czy Niemiec na potężna barierę kulturową, która wręcz uniemożliwiała rozmowę nie mówiąc już o kompromisie politycznym. Na czym polega ta kulturowa bariera? Na głębokim przeświadczeniu zachodnioeuropejskich polityków, że nasi politycy musza reprezentować tzw. „polską interpretację” Rosji, która zresztą nie ogranicza się tylko do naszego kraju, bo reprezentują ją także Bałtowie czy Węgrzy. Narody te – bezsprzecznie przynależące cywilizacyjnie i kulturowo do Europy - odczuły na własnej skórze dominację rosyjską i starały się przekazać innym narodom tą – dla nich bezdyskusyjną prawdę -, że Rosja nie ma nic wspólnego z Europą, że przynależy do innej obcej cywilizacji. Wystarczy zajrzeć do Gustawa Herlinga Grudzińskiego, którego najsłynniejsza książka nosi- nie przypadkiem – tytuł „Inny świat” . Wystarczy przeczytać kilka książek Miłosza czy arcydzieło nieznane Józefa Czapskiego pod wielce znamiennym tytułem „Na nieludzkiej ziemi”. Alain Besancon tak charakteryzuje naszych pisarzy: „Nie są oni z pewnością wolni od ideologii, ale ważne jest jeszcze jedno: Rosji, którą znają, nie darzą nienawiścią i często okazują jej swą sympatię. Ale żeby od razu włączać Rosje do Europy? Zdziwiliby się niezmiernie.”. Gdyby jednak chodziło tylko o pisarzy polskich piszących swoje arcydzieła w rodzinnym języku to by nie było tak istotne, ale przecież Conrad-Korzeniowski, jeden z najwybitniejszych pisarzy angielskich, pisząc książkę o rosyjskich rewolucjonistach pt. „W oczach zachodu”, powinien ja według krytyków zachodnich nazwać „W oczach Polaków”, bowiem przedstawia w niej – w skrajnej postaci – „polską interpretację Rosji”. Według niego Rosja to obcy świat, obca cywilizacja, obcy całkowicie Europie ludzie a najbardziej obcy są ci, którzy uważają, że reprezentują idee europejskie czyli rosyjscy rewolucjoniści.

Zachodni punkt widzenia

Otóż większość elit zachodnich uważa, że Rosja należy do naszej cywilizacji, że komunizm był tylko przykrym wypadkiem, że Rosja jest na tej samej linii rozwoju co Anglia czy Francja, tyle, że wiek czy dwa wcześniej. Dlatego z trudem przyjmują do wiadomości polska argumentację oskarżając ja od razu – kulturowo – o brak obiektywizmu. Tusk i Sikorski musieli przez ostatnie miesiące – w rozmowach z politykami zachodnimi – udowadniać, codziennie, że nie reprezentują już „polskiej interpretacji Rosji”, że umieją przyjąć i stosować w praktyce interpretacje zachodnią. Stąd stałe podkreślanie wspólnej polityki UE, kompromisu i poszukiwania za wszelka cenę wspólnego stanowiska Europy wobec Rosji. Jest to swoista rewolucja kulturowa w polskiej polityce zagranicznej kompletnie niezrozumiała przez komentatorów i dziennikarzy. Tusk i Sikorski są bardziej europejscy niż politycy Paryża czy Londynu. Ich strategia nie miałaa nic wspólnego z opcją „piastowska” czy „jagiellońską”, tylko z przeświadczeniem, że aby być skutecznym trzeba w oczach naszych europejskich partnerów nie reprezentować „polskiej interpretacji Rosji”. Ta polityka była i jest nadal niezwykle groźna dla Rosji, która rozpoczęła proces odbudowy swojej potęgi imperialnej, dlatego twórcy tej polityki musieli być skasowani. Do tego służyła i służy nadal „afera taśmowa”. W e-wojnie Putin odniósł pierwsze zwycięstwo, bo przygotowywał sie do niej od dawna. Teraz wypuścił swoje „informacyjne pociski” z których strzelają polscy dziennikarze.

DrukujE-mail