Kto i dlaczego chce wysadzić rząd w powietrze.

Ujawnienie nagrań czołowych polityków PO odbywa się w określonym kontekście politycznym i ekonomicznym bez analizy którego nic z tej afery nie zrozumiemy, takich nagrań w szafach firm czy wywiadów jest zapewne o wiele więcej i dlatego pytanie jakie należy postawić brzmi: czyje interesy w ostatni czasie naruszył rząd premiera Tuska?

 

 

Amerykańskie firmy informatyczne

Po pierwsze naruszył interesy amerykańskich wielkich koncernów informatycznych (HP, IBM), które zostały ostatnio oskarżone o korupcję, akcja CBA i NIK-u przeciwko korupcji w informatyzacji administracji publicznej została przeprowadzona wzorowo – piszę o tym dokładnie w książce e-korupcja.pl -, głównymi oskarżonymi są firmy amerykańskie o czym w wywiadzie powiedział minister Sienkiewicz, który zwrócił się publicznie do prezesów IBM i HP by takich praktyk nie stosowali.

Takich słów ze strony ministra kraju skolonizowanego kulturowo i politycznie przez USA, nasi „informatyczni geniusze” z doliny Krzemowej nie zwykli wybaczać. Przypomnijmy, że funkcjonariusze CBA polecieli na początku lutego 2014 r. do USA, żeby zabezpieczyć informacje z tamtejszych serwerów - maile między koncernami informatycznymi a polskimi urzędnikami . W wyniku śledztwa FBI w USA HP amerykański wielki koncern informatyczny, przyznał się, że korumpował polskich urzędników. Koncern Hewlett-Packard (HP) wydał na "korupcyjne płatności" łącz¬nie ponad 600 tys. dolarów w formie łapówek pieniężnych, upominków, opłat za podróże i rozrywki Andrzeja M. dyrektora technologii informatycznych i komunikacyjnych w Komendzie Głównej Policji.

Akcja CBA i NIK naruszyły interesy informatycznych koncernów z USA. Przypomnijmy, że prezes NIK, też był podsłuchiwany, komuś zależy bardzo na jego kompromitacji. Komu? Firmom informatycznym, które maja kompletnie dość NIK-u. Jednak skuteczna działalność polskich instytucji w zwalczaniu korupcji ma drugie, poważniejsze dno. Fakt, że wielki koncern informatyczny przyznał się po raz pierwszy w historii informatyki, że miał specjalny fundusz służący do wręczania w Polsce i Rosji łapówek przy przetargach, skłania polskiego ekonomistę do zadania pytania - czy to początek wielkiej rewolucji antykorupcyjnej?

I autor artykułu wyjaśnia: „Do tej pory w wysoko rozwiniętych krajach, z których pochodzą wielkie globalne koncerny, mieliśmy do czynienia ze swoistą schizofrenią. Niemieckie firmy u siebie w domu zachowywały się w sposób nieskazitelny. Ale za granicą rozdawały na prawo i lewo łapówki, by zdobyć nowe rynki. A niemieckie urzędy podatkowe, które rozszarpałyby za próbę takiego działania we własnym kraju, pozwalały firmom na wpisywanie kwot wydanych na łapówki do sprawozdań finansowych i na zaliczanie ich w koszty uzyskania przychodu (kiedyś wolno im to było robić w odniesieniu do łapówek wręczanych w Polsce).

Często przymyka się oko na takie działania, ulegając np. argumentowi, że „kto nie da na Bliskim Wschodzie, ten w ogóle nie będzie mógł nic sprzedać". A znam też pewną międzynarodową organizację aktywną w walce z korupcją, która sama opłacała w Afryce firmę załatwiającą za łapówki dla jej pracowników „sprawną odprawę celno-paszportową" na lotnisku. /…/ Są wreszcie rynki, na których korupcja znajduje korzystne warunki do rozwoju, zwłaszcza tam, gdzie o wydaniu milionów lub miliardów decydują podpisy kilku urzędników. Tak jest w przypadku rynku wielkich kontraktów rządowych (broń, infrastruktura, IT) albo w przypadku farmaceutyków.”. Otóż przypomnijmy, ze dotychczas rządy polskie zachowywały się zgodnie logiką kraju niesuwerennego, który swoje posunięcia konsultuje z międzynarodowym kapitałem, rząd premiera Tuska po raz pierwszy zerwał z tą logiką, którą tak scharakteryzował Sachs: „wielkie korporacje to są firmy międzynarodowe, natomiast rządy krajów gdzie prowadzą one działalność mają charakter narodowy. Korporacje są tak silne finansowo, że rządy boją się im przeciwstawić.” .

Infoafera, akcja CBA i NIK, zerwały z logika kraju skolonizowanego i dlatego firmy informatyczne przystąpiły do kontrrewolucji korupcyjnej czyli próby wysadzenia w powietrze rządu premiera Tuska. W książce e-korupcja.pl opisuję jak instytucje III Rzeczpospolitej, za rządów AWS, wypełniały skrupulatnie interesy Microsoftu. Rząd Tuska nie wypełniał poleceń IBM, HP, przeciwnie naruszył ich interesy i dlatego firmy informatyczne przystąpiły najprawdopodobniej do kontrofensywy.

Zemsta Prywatnych funduszy Emerytalnych (OFE)

Po drugie ujawnienie nagrań może być zemstą kręgów finansjery związanej z OFE na rządzie za praktyczną ich likwidację, za ograniczenie ich bajońskich zarobków, to oni maja interes finansowy w wysadzenie tego rządu w powietrze.Zarówno prezes Belka jak i rząd premiera Tuska jednym pociągnięciem pióra naruszyli potężne interesy międzynarodowej finansjery, która na „prywatyzacji emerytur” zarobiła setki miliardów i która wraz z reformą OFE, straciła możliwość grabienia polskiego społeczeństwa.

Czy ktoś jeszcze pamięta, że od każdego przelewu płatnika ZUS, na konto w OFE prywatne Fundusze Emerytalne pobierały 7,5% prowizji – dla porównania w Rumunii było to 0,8%. Złoty interes. Genialny przekręt. Przypomnijmy czytelnikowi, że to nie nasi politycy wpadli na pomysł prywatyzacji emerytur i to nie oni go przeprowadzali. Reformę systemu ubezpieczeń społecznych wymusił na nas Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który aby mieć pewność, że interesy globalnych spółek finansowych będą w Polsce realizowane: „uznał za konieczne oddelegowanie do Polski wystarczająco dużej liczby swego personelu, by zapewnić skuteczną realizacje tych reform.”.

Więcej pracownik Banku Światowego, Michał Rutkowski, został mianowany przez premiera rządu polskiego na stanowisko Dyrektora Biura Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego. Skąd my znamy ten mechanizm? „Prywatyzację emerytur” można porównać do kolektywizacji rolnictwa w latach 50–tych. To co rzuca się w oczy nawet nie ekonomiście, ale zwykłemu zjadaczowi chleba to doemerytalnych stały w całkowitej sprzeczności z głównymi ideami liberalizmu i neoliberalizmu jakim jest wolność jednostki, która opiera się na wolności wyboru. Reforma ubezpieczeń społecznych w Polsce z 1999 roku zmuszała większość ubezpieczonych - tych urodzonych po 1968 r. - do przelewania części składki na konta prywatnych funduszy emerytalnych.

Wolność w tym wypadku polegałaby na tym, że mogę, ale nie muszę korzystać w zagwarantowaniu sobie emerytury z prywatnych funduszy emerytalnych. Była to więc reforma narzucona przez państwo swoim obywatelom i nie miała nic wspólnego z ideami liberalizmu, przypominała raczej stare sowieckie metody. Była zaprzeczeniem wolności. Dlaczego jednak nasze państwo tak ochoczo się na nią zgodziło? Przecież przekonanie, że prywatne jest lepsze od państwowego dotyczyło funkcjonowania firm, ale nie musiało koniecznie dotyczyć naszego życia. Czy warto je sprzedawać grając w ruletkę? Starość czyli wiek kiedy się pobiera emeryturę kojarzy się raczej z bezpieczeństwem a nie hazardem - OFE natomiast miały umożliwić rozwój rynku kapitałowego w Polsce czyli mówiąc wprost miały pieniędzmi emerytów grać na giełdzie a to zawsze jest ryzykowne? Czyżby inicjatorzy reform o tym nie wiedzieli? Rząd premiera Tuska praktycznie likwidując OFE, naraził się międzynarodowej finansjerze, która postanowiła go ukarać. O tym też szerzej piszę w książce e-korupcja.pl.

Akcja Putina

Po trzecie rząd premiera Tuska – a w szczególności minister Sikorski – narazili się Rosji, której wpływy w Polsce są znaczne, której agenci działają dość swobodnie. Dlaczego się naraził? Otóż akcja dyplomatyczna Tuska i Sikorskiego w trakcie konfliktu na Ukrainie była i jest nadal skuteczniejsza niż wysiłki dyplomatów rosyjskich, innymi słowy po raz pierwszy w historii – czego nasze społeczeństwo w ogóle tego nie docenia – polska dyplomacja pokonała dyplomacje rosyjską, co wzbudziło zarówno strach jaki i wściekłość władców Kremla. Na czym ta akcja polegała? Przystąpienie Polski do UE wymusiło na naszych politykach naukę uzgadniania wielu – często sprzecznych – punktów widzenia z politykami europejskimi w celu osiągnięcia kompromisu.

W sprawie Ukrainy zarówno Tusk jak i Sikorski natknęli się u swoich kolegów z Francji, Anglii czy Niemiec na potężna barierę kulturową, która wręcz uniemożliwiała rozmowę nie mówiąc już o kompromisie politycznym. Na czym polega ta kulturowa bariera? Na głębokim przeświadczeniu zachodnioeuropejskich polityków, że nasi politycy musza reprezentować tzw. „polską interpretację” Rosji, która zresztą nie ogranicza się tylko do naszego kraju, bo reprezentują ją także Bałtowie czy Węgrzy. Narody te – bezsprzecznie przynależące cywilizacyjnie i kulturowo do Europy - odczuły na własnej skórze dominację rosyjską i starały się przekazać innym narodom tą – dla nich bezdyskusyjną prawdę -, że Rosja nie ma nic wspólnego z Europą, że przynależy do innej obcej cywilizacji. Wystarczy zajrzeć do Gustawa Herlinga Grudzińskiego, którego najsłynniejsza książka nosi- nie przypadkiem – tytuł „Inny świat”. Wystarczy przeczytać kilka książek Miłosza czy arcydzieło nieznane Józefa Czapskiego pod wielce znamiennym tytułem „Na nieludzkiej ziemi”. Alain Besancon tak charakteryzuje naszych pisarzy: „Nie są oni z pewnością wolni od ideologii, ale ważne jest jeszcze jedno: Rosji, którą znają, nie darzą nienawiścią i często okazują jej swą sympatię. Ale żeby od razu włączać Rosje do Europy? Zdziwiliby się niezmiernie.”.

Gdyby jednak chodziło tylko o pisarzy polskich piszących swoje arcydzieła w rodzinnym języku to by nie było tak istotne, ale przecież Conrad-Korzeniowski, jeden z najwybitniejszych pisarzy angielskich, pisząc książkę o rosyjskich rewolucjonistach pt. „W oczach zachodu”, powinien ja według krytyków zachodnich nazwać „W oczach Polaków”, bowiem przedstawia w niej – w skrajnej postaci – „polską interpretację Rosji”. Według niego Rosja to obcy świat, obca cywilizacja, obcy całkowicie Europie ludzie a najbardziej obcy są ci, którzy uważają, że reprezentują idee europejskie czyli rosyjscy rewolucjoniści. Otóż większość elit zachodnich uważa, że Rosja należy do naszej cywilizacji, że komunizm był tylko przykrym wypadkiem, że Rosja jest na tej samej linii rozwoju co Anglia czy Francja, tyle, że wiek czy dwa wcześniej. Dlatego z trudem przyjmują do wiadomości polska argumentację oskarżając ja od razu – kulturowo – o brak obiektywizmu. Tusk i Sikorski musieli przez ostatnie miesiące – w rozmowach z politykami zachodnimi – udowadniać, codziennie, że nie reprezentują już „polskiej interpretacji Rosji”, że umieją przyjąć i stosować w praktyce interpretacje zachodnią. Stąd stałe podkreślanie wspólnej polityki UE, kompromisu i poszukiwania za wszelka cenę wspólnego stanowiska Europy wobec Rosji.

Jest to swoista rewolucja kulturowa w polskiej polityce zagranicznej kompletnie niezrozumiała przez komentatorów i dziennikarzy. Tusk i Sikorski są bardziej europejscy niż politycy Paryża czy Londynu. Ich strategia nie ma nic wspólnego z opcją „piastowska” czy „jagiellońską”, tylko z przeświadczeniem, że aby być skutecznym trzeba w oczach naszych europejskich partnerów nie reprezentować „polskiej interpretacji Rosji”. Heroiczne zadanie i jak zwykle to co wartościowe i cenne w naszej polityce było i jest nadal zbyte milczeniem przez komentatorów. Takie są trzy najważniejsze fakty, które trzeba cały czas pamiętać analizując aferę z ujawnianiem nagrań, których niekrytym celem jest wysadzenie rządu w powietrze. Rządu, który w ciągu kilku ostatnich miesięcy osiągnął niezaprzeczalne sukcesy, a rząd kraju kolonialnego sukcesów nie może osiągać i dlatego chce się wysłać do rzeźni.

Piotr Piętak

{jcomments on}

DrukujE-mail