Jak wybuchła infoafera?

Infoafera wybuchła w 2011 roku. Dlaczego wtedy? Dlaczego dłużej nie można było trzymać pod kloszem korupcji, która królowała najlepsze w byłym MSWiA?

Otóż wszystko zaczęło się od gwałtownej kariery małej firmy informatycznej NetLine. Wszyscy zainteresowani procesem informatyzacji administracji publicznej mieli świadomość, że jej nagły wzrost przychodów jest czymś całkowicie nienormalnym na polskim rynku teleinformatycznym. W ciągu jednego roku firma NetLine zanotowała 5–okrotny wzrost przychodów z 10 milionów w 2007 do 54 milionów w 2008 roku. Ta sama firma w 2009 i 2010 roku, wygrała kilka z rzędu przetargów rozpisanych przez różne działy administracji publicznej. Co gorsza Policjanci dawali firmie NetLine zlecenia, mimo iż jej prezes miał od 2008 r. postawione zarzuty karne w śledztwie prowadzonym przez... samą policję. Szefowie policji nie przekazali także do prokuratury raportu o przestępstwie popełnionym przez pracowników firmy, który napisali policjanci z Komendy Głównej Policji. Wrocławska firma NetLine cieszyła się przez cztery lata pozycją w KGP, o jakiej inne spółki starające się o zamówienia nie mogły nawet pomarzyć.

Najpierw w tajemniczych okolicznościach wygrała przetarg, a następnie wspólnie z Wyższą Szkołą Policji w Szczytnie zdobyła grant na rozwój tej samej aplikacji – Elektronicznego Modułu Procesowego, mimo, że przeciwko prezesowi tej firmy prowadzone było śledztwo. Prowadzenie śledztwa w 2008 r., przeciwko prezesowi NetLine'owi potwierdził rzecznik prokuratury okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus, która stwierdziła: "Panu Jackowi W. w listopadzie 2008 r. postawiliśmy zarzuty poświadczenia nieprawdy w fakturach i pomocnictwa w działalności na szkodę spółki." dodając, że akt oskarżenia nie został jeszcze skierowany do sądu. Prowadzona przez prokuraturę i Komendę Wojewódzką Policji we Wrocławiu sprawa dotyczy kupowania fikcyjnych faktur i wyprowadzania za ich pomocą pieniędzy ze spółek – m.in. na przekupywanie urzędników i polityków. 

Mimo to KGP nie miała żadnych oporów przed współpracą z NetLine’em, i to przy strategicznym projekcie dotyczącym Elektronicznego Modułu Procesowego. – To innowacyjna aplikacja, dzięki której śledztwa można prowadzić w komputerze zamiast na stertach papierowych akt – wyjaśnia oficer policji. Nad jej stworzeniem od 2006 r. pracował w KGP zespół złożony z doświadczonych policjantów i policyjnych informatyków. Po trzech latach został on jednak niespodziewanie rozwiązany decyzją komendanta głównego policji gen. insp. Andrzeja Matejuka. – Zgodnie z decyzją wiceministra spraw wewnętrznych Witolda Drożdża 29 października 2008 r. zadanie budowy EMP zostało przekazane z policji do Centrum Projektów Informatycznych MSWiA – poinformował nas Robert Horosz z zespołu prasowego policji. 

Wkrótce potem CPI MSWiA – kierowane przez Andrzeja M. – zorganizowało przetarg na zbudowanie aplikacji EMP, który wygrała firma NetLine. Jednak przyglądający się prezentacji przetargowej policjanci z rozwiązanego zespołu zauważyli, że wiceprezes NetLine’u pokazuje... efekty ich pracy. Natychmiast napisali raport o popełnieniu przestępstwa do przełożonego, komendanta Matejuka. – Notatka została przekazana do MSWiA. O ile wiemy, zawiadomienie nie zostało przekazane do prokuratury. Rozpoczęto za to kontrolę – wyjaśni komisarz Robert Horosz dziennikarzowi „Gazety Prawnej”. 

Co więcej, w tym samym czasie firma NetLine razem z Wyższą Szkołą Policji w Szczytnie zdobyły grant w resorcie nauki na stworzenie aplikacji Elektroniczny Moduł Procesowy. – Dziś w KGP do NetLine’u nikt się nie przyznaje, ale miała ona więcej przyjaciół niż szef CPI Andrzej M. – uważał agent CBA, które prowadził śledztwo dotyczące NetLine’u i Andrzeja M, głównego podejrzanego w infoaferze. Skandal w realizacji projektu e-posterunek omawiam dokładnie w książce e-korupcja.pl Piotr Piętak Na podstawie artykułów publikowanych w Gazecie Prawnej, ComputerWorld i raportu NiK.

DrukujE-mail