Poltax - największy skandal III Rzeczypospolitej

Dlaczego do dzisiaj opinia publiczna nie wie nic o informatyzacji systemu podatkowego, projekt nosił nazwę Poltax, który rozpoczął sie tuż po wyborach z 4 czerwca 1989 r. i jest symbolem korupcji i nieudacznictwa?
Dlaczego urzędnicy odpowiedzialni za realizację systemu Poltax, starannie ukrywali wszystkie informacje dotyczące warunków jego realizacji czy zapisów jakie znalazły się kontrakcie między Ministerstwem Finansów i francuska, państwową firmą Bull?

Dlatego, że zarówno kontrakt jak i realizacja POLTAX-u to był jeden wielki kryminał. Dzisiaj trudno nawet uwierzyć przeciętnie wykształconemu obywatelowi, że w kontrakcie między III Rzeczpospolitą a firmą Bull znalazły się takie zapisy, które zdezorganizowały na całe lata system podatkowy w III Rzeczpospolitej.

Zacznijmy jednak od początku. System POLTAX, budowany był przez firmę Bull i informatyków z Ministerstwa Finansów w latach 90–tych XX wieku, to znaczy w latach kiedy „sieć sieci” czyli Internet rewolucjonizował nasze życie społeczne i gospodarcze, który zmieniał nasze życie codzienne i który wprowadzał do języka polityki takie pojęcia jak np. „państwo sieciowe” czy „ekonomia sieci”. To co jest najbardziej szokujące w kontrakcie, który podpisało państwo polskie z firmą Bull, to fakt, że problem przesyłania danych między 49 Izbami Skarbowymi i 340 Urzędami skarbowymi został zaprogramowany tak jakby projekt POLTAX miał być realizowany, powiedzmy w latach 60–tych XX wieku, w informatycznym średniowieczu.

Dlaczego? Dlatego, że w kontrakcie nie było słowa o budowie sieci łączącej Urzędy i Izby Skarbowe. Dane miały być przewożone - i przez kilka lat były - na taśmach magnetycznych. Fakt ten, moim zdaniem kwalifikował się jako ciężkie przestępstwo, które powinno być z cała surowością ukarane. W założeniu konceptualnym system POLTAX przypominał archipelag odizolowanych od siebie wysp podatkowych. 

Każdy urząd skarbowy stanowił państwo w państwie. Żadne dane nie były przekazywane do izb skarbowych, nie była też możliwa wymiana danych pomiędzy urzędami. W efekcie jeśli np. podatnik zmienił miejsce zamieszkania i nie zarejestrował się w nowym urzędzie, system komputerowy nie mógł tego wykryć. Brak sieci z jednej strony między urzędami skarbowymi a izbami z drugiej zaś brak Centralnego Rejestru Podatników, który zawierałby identyfikator podatnika (NIP) oraz jego dane dotyczące deklaracji podatkowej, zwrotu VAT itp, uniemożliwiał w praktyce ściganie nierzetelnych podatników. W dodatku miedzy budowanym Centralnym Rejestrem Podatników, który zawierałby identyfikator NIP a izbami skarbowymi także nie było połączeń sieciowych. Tak więc brak efektywnych łączy komunikacyjnych podważał sens realizacji Poltaxu. 

Musze to napisać powtórnie aby czytelnik zrozumiał i zapamiętał fakt, który kwalifikuje się do księgi rekordów guinnessa: w kontrakcie między Ministerstwem Finansów a firma Bull: znalazł się zapis o przesyłaniu danych nie cyfrowo, a na taśmach magnetycznych. Na świecie – w tamtym okresie - nie istniała tego typu instalacja (powyżej 50 lokalizacji), w której wykorzystywano by tak anachroniczny sposób transmisji danych. Zaraz po podpisaniu kontraktu mówiło się "wprawdzie o korzystaniu z sieci POLPAK lub TELBANK", lecz nic z tego nie wyszło.

Jakie były tego bezpośrednie konsekwencje?
Załóżmy, że dokonuje drobnej zmiany w oprogramowaniu, które jest wykonywane – zgodnie z umową w Warszawie przez informatyków firmy Bull i Ministerstwa Finansów, po wykonaniu zmiany muszę wsiąść w samochód i rozwieść nowa wersje oprogramowania po całym kraju do wszystkich izb skarbowych. Jeżeli czytelnik myśli, że takich zmian w trakcie pracy na oprogramowaniem Poltax-u, były trzy, cztery to niestety się myli. To oprogramowanie zmieniało się cały czas, choćby dlatego, że polskie prawo podatkowe - w tym samym czasie – ewoluowało praktycznie bez przerwy, a każda zmiana w prawie podatkowym skutkowała zmianą w oprogramowaniu. Trudno mi sobie wyobrazić horror organizacyjny w jakim znaleźli się informatycy z Ministerstwa Finansów i firmy Bull spowodowany zapisem w umowie, że w kontrakcie między tymi dwoma instytucjami znalazł się zapis o przesyłaniu danych nie cyfrowo, a na taśmach magnetycznych. Bez łączności cyfrowej wykluczona była integracja systemu, komunikacja MF z urzędami skarbowymi, dystrybucja nowych wersji oprogramowania – wersji musiało być setki – zdalna pomoc i współpraca między informatykami z MF i ich kolegami z urzędów skarbowych. Bez łączności cyfrowej niemożliwe było wykonanie POLTAX-u. Wiedział o tym każdy informatyk z minimalnym doświadczeniem, a mimo to umowa między polskim państwem a firma Bull gwarantowała łączność, ale nie cyfrową tylko samochodową. Jeden z dyrektorów POLTAX–u, gdy objął swoje stanowisko i zapoznał się z kontraktem, stwierdził:

„Można jedynie żałować, że w kontrakcie nie było słowa o budowie sieci rozległej łączącej Urzędy i Izby Skarbowe. Dane miały być przewożone (i będą) na taśmach magnetycznych, co, moim zdaniem, zakrawa na kpinę."

Trudno z tą konstatacją się nie zgodzić. Jeden z kierowników POLTAX-u ze strony MF, natychmiast po objęciu stanowiska podjął wysiłki by zapewnić łączność cyfrową miedzy urzędami skarbowymi, jego starania zostały najpierw szybko zrozumiane przez przełożonych bo były ewidentne, aby w efekcie nie doprowadzić do niczego konkretnego. Chciał on zapewnić łączność cyfrową przy pomocy łączy satelitarnych. W następujący sposób opisuje swoje starania:

„Najlepiej rozwiniętym systemem informatycznym w skali krajowej był niewątpliwie Pesel, kierowany przez MSW. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem, ze będzie to najlepszy partner do współpracy, tym bardziej, że system Pesel był traktowany jako pomocniczy w bazie POLTAX. /…/ Kładzenie własnych drutów lub światłowodów nie wchodziło w rachubę – praca na lata, koszty bilionowe. /…/. Rozglądając się za innym szybkim rozwiązaniem, doszedłem do wniosku, że tylko łączność satelitarna daje takie szanse. Wiedziałem, że kilka firm ma już zbudowane centra łączności satelitarnej. /…/ Zainstalowanie anten wraz z odpowiednim sprzętem komputerowym w każdym urzedzie skarbowym, wydawało się operacja prostą. Koszty też niewielki, bowiem mała antena plus odpowiedni sprzęt do połączenia z lokalna siecią kosztowałby około 20 tysięcy dolarów USA. Jednakże zakup takiego sprzętu nie miał sensu. Należało raczej skusić jakąś firmę do sprzedaży tylko usług. /…/ Ważną sprawą było natomiast panowanie nad centrum zarządzania komunikacją. Centrum obliczeniowe i duża antena do komunikacji z satelitą powinny być pod kontrolą administracji państwowej. Najlepszym rozwiązaniem wydawało się namówienie kierownictwa Pesel do współpracy, przede wszystkim przez udostępnienie swojego terenu. Ministerstwo Finansów nie miało w Warszawie żadnej odpowiedniej lokalizacji do zainstalowania dużej anteny satelitarnej. Potrzebny był odkryty, dobrze strzeżony plac, a takim miejscem dysponowała właśnie dyrekcja Pesel przy ul. Pawińskiego w Warszawie.”

Po rozmowie z aktualnym MF, który w obecności A. K zadzwonił do ministra MSW, oba ministerstwa bardzo szybko podpisały umowę o zainstalowaniu na terenie dyrekcji Pesel, centrum łączności satelitarnej do obsługi dwóch systemów Pesel i Poltax. Następnie rozesłano zapytanie ofertowe do firm telekomunikacyjnych, które mogły taki system stworzyć. Po normalnych perturbacjach, oprotestowaniu zapytania ofertowego przez TPSA i innych kłopotach, dyrekcje obu ministerstw w końcu wybrały firmę GRYTEK, która miała system zrealizować. Jednak nie zrealizowała, bo nagle panowie ministrowie przestali się sprawa interesować, a bez ich podpisu nic nie można było zrobić.

Po co ministrowie Osiatyński i Milczanowski podpisali porozumienie? Po co istnieje polskie państwo? By nie dotrzymywać tego co zobowiązało się wykonać.

DrukujE-mail